• Natalia J. Kraus

Po co?

Aktualizacja: 17 maj 2018

Dlaczego fascynuje mnie minimalizm? Ponieważ daje uczucie błogiego spokoju, świeżości, niezakłóconej przestrzeni, w której energia swobodnie płynie, zabierając niepotrzebne, a przynosząc nowe. Mam 38 (za chwilę 39) lat, 2 różne prace (w korporacji i w szkole), 2-letnią córeczkę, 2 koty i … jednego faceta. Mam też kawalerkę, wynajmowaną, w której staram się zmieścić nasz świat. To wystarczające powody, aby chcieć wprowadzić odrobinę minimalizmu w swoje życie. Ale powód jest też taki, że tęsknię za spokojnym wypiciem herbaty na słonecznym balkonie, ze świadomością posprzątanego mieszkania, uporządkowanego życia i braku zaległych rzeczy do zrobienia. To ostatnie to prawdziwy pożeracz energii. Cały czas czuję, jak ciągną się za mną ogony niezałatwionych spraw, nieuporządkowanych rzeczy, nieogarniętych problemów. I nie chodzi tu o to, aby mieć wszystko pod kontrolą, bo i tak nigdy mieć nie będziemy. Raczej o poczucie, że naprawdę mogę całkowicie poświęcić się byciu TU i TERAZ.

Właściwie to nigdy nie lubiłam gromadzenia rzeczy. W moim rodzinnym domu było mnóstwo „przydasiów”. Tata wyznawał zasadę, że „wszystko może się jeszcze do czegoś przydać i nie wolno nic wyrzucać”. Nawet, jeśli to były śmieci z mojego pokoju, przechodziły skrupulatną kontrolę, czy aby na pewno nic nie da się jakoś wykorzystać. Jestem w stanie zrozumieć, że pokolenie Taty żyło w czasach, kiedy na kartki kupowało się cukier, stojąc przy okazji w kilometrowej kolejce. Ale na szczęście te czasy mamy już za sobą. Teraz mamy nadmiar rzeczy, które chcielibyśmy kupić lub wydaje nam się, że powinniśmy kupić, bo tak nam wmówiono. Otaczamy się więc przedmiotami, żeby zapewnić sobie poczucie bezpieczeństwa, dostatku lub po prostu podleczyć słabe poczucie własnej wartości. Też lubię kupować. Przyznaję się bez bicia. Ale lubię kupować mądrze. Lubię wymieniać na nowe, a stare oddawać lub sprzedawać. Ale chyba najbardziej lubię eliminować.

Przeprowadzałam się chyba 15 razy. Straciłam rachubę gdzieś przy dziesiątej zmianie mieszkania. Nie, nie jestem Nomadem, ani nic z tych rzeczy. Po prostu nie dorobiłam się jeszcze swojego m2. I stale coś wynajmuję. I zmieniam, żeby było bliżej pracy, szkoły, żłobka dla córki itp. Brak własnego mieszkania to też kolejny powód mojego minimalizmu. Staram się zapanować nad swoimi finansami i wydatkami, aby w końcu postawić stopę na własnej podłodze. Marzę o tym. Każdego dnia. I wiem, że kiedyś to się uda. I wtedy wprowadzę wszystkie swoje minimalistyczne pomysły do tego mieszkania, które będzie emanować spokojem, świeżością i będzie w nim dobry przepływ energii chi.

Ten blog będzie miał różne działy i tematy. Będzie o mieszkaniu, ale i o porządkowaniu życia, własnych myśli, czy o zdrowiu. Pewnie na samym początku nie uda mi się wszystkiego optymalnie posegregować, więc powiedzmy, że będzie to proces. Będę się starała w miarę możliwości porządkować wpisy i odnosić wszystko do właściwych kategorii.

A teraz zapraszam już do lektury! Nie zapomnij zostawić lajka lub komentarza.


34 wyświetlenia

Dandelions sp. z o.o., ul. Chmielna 73 b lok. 14, 00-801 Warszawa​​

© 2017 by Dandelions sp. z o.o. Proudly created with Wix.com

Kontakt